Warning: strpos() expects parameter 1 to be string, array given in /wp-includes/blocks.php on line 20

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-includes/blocks.php:20) in /wp-includes/feed-rss2.php on line 8
Borussia Olsztyn https://borussia.pl Borussia Olsztyn Wed, 29 May 2024 08:39:05 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.9.9 MIĘDZYKULTUROWE WARSZTATY RODZINNE „LALKI – MOTANKI” | SOBOTA, 1 CZERWCA GODZ. 11.00 | DOM MENDELSOHNA https://borussia.pl/index.php/2024/05/29/miedzykulturowe-warsztaty-rodzinne-lalki-motanki-sobota-1-czerwca-godz-11-00-dom-mendelsohna/ Wed, 29 May 2024 08:37:51 +0000 http://borussia.pl/?p=5711 1 czerwca o godz. 11:00 w Międzynarodowym Dniu Dziecka, zapraszamy Państwa na niecodzienne spotkanie kultur w Domu Mendelsohna (ul. Zyndrama z Maszkowic 2, Olsztyn)!

Czy zawsze pragnęliście mieć dla siebie wyjątkową lalkę? Teraz macie szansę sami ją stworzyć! Zapraszamy do udziału w kreatywnych warsztatach, aby poznać fascynującą historię ukraińskiej lalki Motanki, pierwszej szmacianej lalki w historii i poczuć radość tworzenia czegoś własnymi rękami.

Warsztaty są doskonałą okazją do uczczenia dziecięcego święta poprzez wspólnetworzenia lalek motanek. Przeznaczone są dla dzieci w wieku od 10 lat wraz z opiekunami. Jeśli jednak ktoś z Państwa pragnie przyjść sam lub z młodszymi dziećmi – zapraszamy do zapisów!

Spotkanie poprowadzi Sofiia Kostenkova, która od pięciu lat tworzy własne Motanki. Pragnie podzielić się z nami tą wspaniałą tradycją ze swojego rodzinnego kraju – Ukrainy!
Tradycyjnie Motanki tworzone były z konkretną intencją. Były wykonywane nie tylko do zabawy, ale miały także znaczenie rytualne. Na naszych warsztatach wykonasz amulet Motanka zwany Kubyshką/Zielarzem. To talizman zapewniający zdrowie całej rodzinie.

Sofiia Kosenkova – młoda rękodzielniczka, pochodzi z Ukrainy, mieszka i uczy się w Olsztynie. Tajniki ich powstawania, historię i znaczenie zgłębiała uczęszczając do klasy rękodzieła w swojej miejscowości w Ukrainie. Pierwszą motankę stworzyła z intencją „Na szczęście” – od tego czasu wciąż się rozwija, tworzy, dzieli swoją wiedzą i doświadczeniem kontynuując ukraińską tradycję tworzenia amuletów.

Wstęp wolny. Warunkiem udziału w spotkaniu jest wcześniejsze zapisanie się za pośrednictwem formularza: https://forms.gle/SVgdhBZmyguQSmE39 . Na zgłoszenie czekamy do 30 maja, liczba miejsc ograniczona.

]]>
OTWARCIE WYSTAWY POŚWIĘCONEJ 80. ROCZNICY ZAMACHU W WILCZYM SZAŃCU „RUCH OPORU W NIEMCZECH I ZAMACH 20 LIPCA 1944 R. | środa 29 maja godz. 15.00 | Biblioteka UWM https://borussia.pl/index.php/2024/05/29/otwarcie-wystawy-poswieconej-80-rocznicy-zamachu-w-wilczym-szancu-ruch-oporu-w-niemczech-i-zamach-20-lipca-1944-r-sroda-29-maja-godz-15-00-biblioteka-uwm/ Wed, 29 May 2024 08:35:32 +0000 http://borussia.pl/?p=5706 Zapraszamy na otwarcie wystawy poświęconej 80. rocznicy zamachu w Wilczym Szańcu „Ruch oporu w Niemczech i zamach 20 lipca 1944 r. / Der Widerstand in Deutschland und das Attentat vom 20. Juni 1944” w Bibliotece Uniwersyteckiej UWM w Olsztynie

Wydarzenia 20 lipca 1944 r. uważane są za najbardziej znaczącą próbę zamachu stanu w Trzeciej Rzeszy. Uczestniczyła w nich grupa spiskowców z kręgu hr. Clausa von Stauffenberga, która skupiała ponad 200 osób. Wśród nich był m.in. hr. Heinrich von Lehndorff ze Sztynortu.

Wystawę przygotowało Centrum Kultury Prus Wschodnich w Ellingen. Organizatorami wernisażu są Katedra Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych UWM oraz Biblioteka Uniwersytecka UWM, a partnerami – obok Borussii – także Konsulat Generalny RFN w Gdańsku, Towarzystwo Lehndorffów.

Wsparcie finansowe: Goethe-Institut

Wstęp wolny.
Serdecznie zapraszamy!

]]>
Zapraszamy na spotkanie „Po co nam heimatowe opowieści?” | środa 29 maja godz. 17.00 | scena kameralna | Teatr im. Stefana Jaracza https://borussia.pl/index.php/2024/05/29/zapraszamy-na-spotkanie-po-co-nam-heimatowe-opowiesci-sroda-29-maja-godz-17-00-scena-kameralna-teatr-im-stefana-jaracza/ Wed, 29 May 2024 08:31:53 +0000 http://borussia.pl/?p=5702 W środę 29 maja o godz. 17.00 serdecznie zapraszamy ma spotkanie zatytułowane: Po co nam heimatowe opowieści? Czy Warmia i Mazury nie zostały już dostatecznie opowiedziane? Czy nadal wołają do nas duchy? Czy ciążą nam niewywołane klisze, nieobejrzane z bólem i współczuciem kadry przeszłości? Czy po raz kolejny musimy się mierzyć z grozą 1945 roku, mitem rzekomych Ziem Odzyskanych, traumą migracji, po raz kolejny przypominać, że cierpienie nie ma narodowości, tak jak nie mają go też okrucieństwo czy konformizm? Jak mamy się tutaj, u noju, czyli u nas, poczuć dobrze? Oto pytania, które zadamy i które zadają też twórczynie i twórcy odwołujący się do historii regionu w swojej twórczości literackiej i teatralnej, nie tylko po to, by spojrzeć w przeszłość, ale by wyraźniej zobaczyć teraźniejszość.

Rozmawiać będą:

Ishbel Szatrawska – pisarka, autorka dramatów, laureatka m.in. Literackiej Nagrody Warmii i Mazur oraz nagrody Odkrycie Empiku. W powieści „Toń” opowiada o końcu Prus Wschodnich w 1945 roku i jej stolicy – Königsbergu, przypatruje się Mazurom w czasach powojennego chaosu, z ludzkich losów komponuje wieloetniczną sagę, sprawdza, co dzisiaj znaczy dla nas dziedzictwo tych ziem.

Marzena Bergmann – aktorka Teatru im. S. Jaracza w Olsztynie. W spektaklu „Warmia i Mazury. Ballada o miłości” w reżyserii Marty Miłoszewskiej (na podstawie reportażu Beaty Szady „Warmia i Mazury. Wieczny początek”) jest narratorką. Poprzez nią poznajemy losy Warmiaków i Mazurów, m.in. Herberta Monkowskiego, który jako chłopiec doświadczył wojennej grozy po wkroczeniu do Olsztyna Armii Czerwonej. Praca nad spektaklem była dla niej również odkrywaniem własnych korzeni.

Piotr Wawer jr – aktor, reżyser, współtwórca – wraz z Weronika Szczawińską – przedstawienia „Wszystko na darmo”. To światowa prapremiera inscenizacji powieści Waltera Kempowskiego pod tym samym tytułem. Książka ukazała się w Niemczech w 2006 roku, w Polsce – w 2024. Chłodny, czasem sarkastyczny opis końca wojny w Prusach Wschodnich, wiąże się także z uniwersalnymi pytaniami o losy ludności cywilnej w czasie wojny, zbiorową odpowiedzialność, konformizm, podatność na ideologię.

Prowadząca: Joanna Wilengowska – absolwentka filologii polskiej oraz dziennikarstwa, pisarka, współzałożycielka pisma literacko-kulturalnego „Portret”, autorka książek prozatorskich Japońska wioska (Portret, 1999) oraz Zęby (Ha!art, 2006), redaktorka i prowadząca programów telewizyjnych o tematyce kulturalnej oraz reportaży i filmów dokumentalnych, organizuje i prowadzi spotkania autorskie, warsztaty literackie i inne wydarzenia kulturalne. Współpracowała lub współpracuje między innymi z TVP3 Olsztyn, Miejskim Ośrodkiem
Kultury w Olsztynie, Filharmonią Warmińsko-Mazurską, Wojewódzką Biblioteką Publiczną w Olsztynie, Wspólnota Kulturową „Borussia”.

***
U noju, czyli po warmińsku „u nas” to cykl spotkań, w trakcie których chcemy sondować nasze relacje z regionem, sprawdzać, co to znaczy „być stąd”, badać, co ma na ten temat do powiedzenia sztuka i twórcy kolejnych pokoleń. Chcemy poruszać tematy trudne i przemilczane, testować, czy jeszcze nas obchodzą, czy mamy powinności wobec naszych poprzedników na tych ziemiach. Chcemy ukazywać wielobarwne, wieloetniczne i wielokulturowe dziedzictwo, z którego możemy korzystać. Chcemy pytać, co to znaczy być z Warmii i Mazur, i kim tu jesteśmy – turystami, przechodniami, potomkami osadników, neo-Warmiakami i neo-Mazurami, obywatelami świata, a może rozgoryczonymi prowincjuszami?

***

Projekt „U noju/u nas” to wspólne przedsięwzięcie Fundacji BORUSSIA i Teatru im. Stefana Jaracza współfinansowane ze środków Samorządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego i Goethe-Institut w Warszawie.

Wstęp wolny.
Serdecznie zapraszamy!

]]>
Noc Muzeów w Domu Mendelsohna | sobota 18 maja 18.00-22.00 https://borussia.pl/index.php/2024/05/16/noc-muzeow-w-domu-mendelsohna-sobota-18-maja-18-00-22-00/ Thu, 16 May 2024 12:04:14 +0000 http://borussia.pl/?p=5694 Jeżeli Państwo już zaczęli planować weekend to serdecznie zapraszamy, by w ramach Nocy Muzeów odwiedzić w najbliższą sobotę 18 maja Dom Mendelsohna. O godz. 18.00, 19.00, 20.00 i 21.00 odbędzie się pokaz filmu animowanego „Erich Mendelsohn – architekt z Olsztyna” autorstwa Adama Smoczyńskiego, a po nim oprowadzanie.
Do zobaczenia w Olsztynie na Zyndrama z Maszkowic 2!
#DomMendelsohna
#BorussiaOlsztyn

]]>
Borussia nominowana do nagrody Korczaka https://borussia.pl/index.php/2024/04/24/borussia-nominowana-do-nagrody-korczaka/ Wed, 24 Apr 2024 09:45:01 +0000 http://borussia.pl/?p=5690 Z prawdziwą dumą informujemy, że Fundacja „BORUSSIA” znalazła się wśród 33 instytucji i organizacji nominowanych do Nagrody Korczaka 2024.
Nagroda wyróżnia osoby indywidualne oraz inicjatywy edukacyjne, działające w duchu korczakowskim, wspierające dzieci i młodzież. Jej organizatorem jest Uczelnia Korczaka – Akademia Nauk Stosowanych.
Laureatów Nagrody wybierze Kapituła, a zwycięzców poznamy na Gali Nagrody Korczaka w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN 17 maja.
Dziękujemy serdecznie za dostrzeżenie naszej działalności edukacyjnej – nominacja do Nagrody Korczaka jest dla nas ogromnym wyróżnieniem!

]]>
„Krwawe tajemnice granatowych mundurów” | piątek, 19 kwietnia godz. 17.00 | Dom Mendesohna https://borussia.pl/index.php/2024/04/16/krwawe-tajemnice-granatowych-mundurow-piatek-19-kwietnia-godz-17-00-dom-mendesohna/ Tue, 16 Apr 2024 07:55:46 +0000 http://borussia.pl/?p=5687 19 kwietnia o godz. 17.00 zapraszamy na wieczór „Krwawe tajemnice granatowych mundurów”, który organizujemy z okazji 81. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim.

Przypomnimy postać Emanuela Ringelbluma, historyka i twórcy archiwum, które stanowi dziś bezcenne źródło do badań nad Zagładą. 80 lat temu, w marcu, ktoś wydał Niemcom schron, w którym Ringelblum ukrywał się wraz z rodziną. Kto to zrobił? Granatowy polski policjant? Zastanowimy się nad tym wspólnie z Aleksandrem Suhakiem, historykiem oraz członkiniami Borussiańskiego Kółka Dramatycznego, kierowanego przez Ewę Mazgal.

]]>
Zmarł prof. Zbigniew Mikołejko (1951-2024) | Członek Rady Fundacji Borussia https://borussia.pl/index.php/2024/04/16/zmarl-prof-zbigniew-mikolejko-1951-2024-czlonek-rady-fundacji-borussia/ Tue, 16 Apr 2024 07:53:33 +0000 http://borussia.pl/?p=5685 Zmarł prof. Zbigniew Mikołejko (1951-2024), wybitny religioznawca, ceniony filozof, interesujący poeta, autentyczny erudyta, świetny rozmówca, autor niezapomnianych, erudycyjnych ksiąg, jak np. ,,We władzy wisielca” (t.1-2), a ponadto wyznawca małej ojczyzny: Warmii i Lidzbarka Warmińskiego. Poznałem Zbyszka w 1972 roku w akademiku UW na Kickiego. Już wtedy miał charakterystyczną postać chudego i nerwowego intelektualisty. Był czas, że rywalizowaliśmy, kto jest chudszy, bo jeśli chodzi o elokwentną erudycję, to mnie przewyższał szlachetnie. Polubiliśmy się, chociaż nie pozostawałem w kręgu jego najbliższych kolegów i przyjaciół. Zaprzyjaźniliśmy w latach 90. tamtego (!) stulecia, spotykaliśmy się głównie w Olsztynie i w ukochanym mieście rodzinnym, ale nie przypuszczałem, że Zbyszek, znany profesor i naukowiec, postać medialna w dobrym tego słowa znaczeniu, zacznie pisać wiersze. I to takie „metafizyczno-regionalne”, które robiły na mnie mocne wrażenie. Nieraz Zbyszek kpiąco odnosił się do malutkiego onegdaj i niewiele znaczącego na Warmii Olsztyna w porównaniu z historyczną stolicą, jaką stał się biskupi Lidzbark Warmiński ( z Ignacym Krasickim na czele).W końcu został, jak i my Borussem-Borussianianem, wstąpił do Wspólnoty Kulturowej „Borussia” jako członek Rady Fundacji. Niestety niedługo nacieszyliśmy się jego Obecnością. Zbyszku kochamy Cię i nie zapomnimy. Działaj dalej twórczo z nami w Duchu Prawdy i Pamięci.
Kazimierz Brakoniecki

]]>
Pogodnych, spokojnych i pełnych nadziei świąt wielkanocnych https://borussia.pl/index.php/2024/03/29/pogodnych-spokojnych-i-pelnych-nadziei-swiat-wielkanocnych/ Fri, 29 Mar 2024 11:53:00 +0000 http://borussia.pl/?p=5674 „Sploty – o Ukraińcach z Polski” – spotkanie z Piotrem Tymą | niedziela, 25 lutego godz. 16.00 | Dom Mendelsohna https://borussia.pl/index.php/2024/02/20/sploty-o-ukraincach-z-polski-spotkanie-z-piotrem-tyma-niedziela-25-lutego-godz-16-00-dom-mendelsohna/ Tue, 20 Feb 2024 19:05:05 +0000 http://borussia.pl/?p=5668 Serdecznie zapraszamy do Domu Mendelsohna na spotkanie z Piotrem Tymą, historykiem i działaczem mniejszości ukraińskiej w Polsce. Rozmowę wokół książki „Sploty – o Ukraińcach z Polski. Rozmowy z Piotrem Tymą” autorstwa Izy Chruślińskiej poprowadzi edukator i historyk Aleksander Suhak. Będzie to nie tylko rozmowa o tożsamości polskich Ukraińców, ich spojrzeniu na wspólną historię i relacje polsko-ukraińskie. Spotkanie odbędzie się prawie dokładnie w 2. rocznicę rosyjskiej inwazji na Ukrainę – wyzwania dla Polski i jej mieszkanek mieszkańców, lecz także całej Europy związane z tym konfliktem będą jednym z poruszanych tematów.

„Bycie Ukraińcem z Polski to ciągłe odnajdywanie nici i splotów łączących mnie z historią, kulturą i tradycją mojej małej ojczyzny. To też przyjmowanie aktywnej postawy w poszukiwaniu tych splotów, poznawanie i zachowywanie kultury i języka ukraińskiego, poznawanie przeszłości terenów, z których wywodzili się moi przodkowie. Jest to proces, który musi trwać nieustannie w każdym pokoleniu, byśmy my – Ukraińcy z Polski – nie stali się tylko kategorią z przeszłości.
Bycie Ukraińcem z Polski oznacza stałą walkę – o tożsamość, o język. Ale również – bycie obywatelem Rzeczpospolitej z wszystkimi prawami i obowiązkami”.
Piotr Tyma

Piotr Stanisław Tyma – polski historyk narodowości ukraińskiej, w latach 2006-2021 prezes Związku Ukraińców w Polsce, przewodniczący Rady Mediów Elektronicznych Mniejszości Narodowych i Etnicznych (od 2002), członek Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych. Członek Komisji Praw Człowieka Światowego Kongresu Ukraińców, kolegium redakcyjnego tygodnika „Nasze Słowo” oraz rocznika „Almanach Ukraiński”, jest również członkiem Forum Polsko-Ukraińskiego.

Partnerzy wydarzenia:
Związek Ukraińców w Polsce | Koło Miejskie ZUwP w Olsztynie
Goethe-Institut w Warszawie

]]>
Pożegnanie Winfrieda Lipschera (1938-2024) https://borussia.pl/index.php/2024/02/09/pozegnanie-winfrieda-lipschera-1938-2024/ Fri, 09 Feb 2024 19:45:37 +0000 http://borussia.pl/?p=5663 9 lutego zmarł w Berlinie Winfried Lipscher, niemiecki Warmiak, dyplomata, teolog i tłumacz, prekursor pojednania polsko-niemieckiego i aktywny uczestnik dialogu między Kościołami w obu krajach, oddany i świadomy przyjaciel Polski i Polaków.
Winfried Lipscher był Członkiem Honorowym Wspólnoty Kulturowej „Borussia”.
Cześć Jego pamięci!

Żonie Brigitte, Synowi Zbyszkowi z Kamilą składamy wyrazy szczerego współczucia.

Zarząd WK „Borussia” i Zarząd Fundacji „Borussia”

Swojego wieloletniego Przyjaciela wspomnieniem, wierszem i fragmentem Dzienników żegna Kazimierz Brakoniecki

„Z prawdziwym smutkiem przyjąłem wiadomość, że wczoraj 8 lutego 2024 r. zmarł w Berlinie Winfried Lipscher (Wartenburg/Barczewo 1938 – Berlin 2024) mój (i nasz, bo następnie i Wspólnoty Kulturowej „Borussia”, której był honorowym członkiem) wielki Przyjaciel, wieloletni i pomocny orędownik pojednania polsko-niemieckiego od epoki kanclerza W. Brandta, wierny towarzysz przyjaźni ermlandzko-warmińskiej, prusko-mazurskiej; dyplomata, teolog, tłumacz, działacz polityczny, sympatyk i współtwórca naszej działalności kulturalno-społecznej na Warmii i Mazurach. To on zainicjował opracowanie antologii piśmiennictwa autorów Ziemi Pruskiej, której pierwszy wydanie ukazało się w Niemczech w 1996 r. jako „Meiner Heimat Gesicht” (wydanie polskie ,,Borussia. Ziemia i ludzie”, 1999; kolejne edycje w j. rosyjskim i litewskim). Łączyło nas nie tylko Barczewo jako miejsce urodzenia, ale autentyczna przyjaźń ludzi, którzy przede wszystkim są humanistami i demokratami, wyznającymi te same, bliskie wolnemu i twórczemu życiu, wartości. Nazywał tę przemianę lokalno-europejskich stosunków w dawnej Europie Wschodniej mianem „drugiej rewolucji kopernikańskiej”..”..

Kazimierz Brakoniecki
Wartembork: miasto o trzech imionach
Pamięci zmarłego Przyjaciela Winfrieda Lipschera (1938-2024)

Wielki kompozytor Feliks Nowowiejski,
autor melodii do piastowskiej „Roty” Konopnickiej,
urodził się na Warmii w Wartemborku,
po wojnie miał nazywać się Nowowiejsk,
ale coś niesympatycznego przypominał.

Przyjaciel Polski Winfried Lipscher
urodził się jako Niemiec w 1938 w Wartenburgu,
warmińsko-niemieckim miasteczku w Ermland,
a wyjechał w 1958 roku już z Barczewa,
nie zdążył zdać polskiej matury, bo mu zabroniono.

Urodziłem się w kamienicy na ulicy Mickiewicza,
w tym samym mieście w 1952 roku
niedaleko muzeum Nowowiejskiego:
miasto to samo ludzie inni, inne państwa,
Wartenburg – Wartembork – Barczewo –
Atlantyda Północy jak sobie uświadomiłem.

A teraz rozmawiamy w willi kompozytora „Legendy Bałtyku”,
Jan Nowowiejski ostatni syn Feliksa, Lipscher i ja Brakoniecki
Jan kustoszem jest muzeum ojca, gra nam na fortepianie,
ciekawi go nasze miasto urodzenia, Warmia rodzinna,
prosi abyśmy pokazali swoje dłonie,
które mogą nam wskazać linie przyjaźni.

On wyciąga wielkie stare i sprytne palce pianisty,
Winfried też może się pochwalić ich rozmiarem,
ja mam najmniejsze dłonie z niemuzykalnymi palcami,
kiwają siwo głowami magowie nut papilarnych,
więc szybko odwracam prawą rękę i pokazuję
wnętrze linii z kluczem metafizyki wciśniętym w dłoni,
jak struny fortepianu ulic oratoryjnego miasta,
które słynie z krat ciężkiego więzienia
a nie z muzyki i poezji wolnego ducha.
* * *
Poniżej publikuję fragmenty mojego „Dziennika olsztyńskiego 1989-1993”
o początkach przyjaźni z Winfriedem Lipscherem

7 X 1989
Wróciłem z Warszawy, gdzie byłem po raz drugi u Winfrieda Lipschera z Ambasady RFN, z którym od kilku tygodni kontaktuję się telefonicznie. Ktoś mu wiosną podarował antologię młodej poezji polskiej „Nowe roczniki”, a on zaskoczony znalazł w niej poetę urodzonego w jego rodzinnym Barczewie (a raczej w wschodniopruskim Wartenburgu, bo jego rok urodzenia przypadł na 1938). Moje wiersze spodobały mu się na tyle, że postanowił skontaktować się z ich autorem. Co prawda nigdy nie myślałem o sobie jako o barczewianinie. Po prostu urodziłem się w tym warmińskim miasteczku przez czysty przypadek: mama po ukończeniu w Szczytnie liceum dla wychowawczyń przedszkoli dostała tam nakaz pracy, i musiała opuścić Olsztyn. Co prawda to niedaleko, niecałe 20 km, ale jednak. Przedszkole mieściło się w tym samym budynku, co za czasów niemieckich. Ojciec dalej pracował w Olsztynie jako budowlaniec (ślub wzięli w kościele św. Józefa na olsztyńskim Zatorzu w lutym 1950 roku). W Barczewie zdążyła urodzić się siostra Barbara, no i ja w grudniu 1952 w domu przy ulicy Mickiewicza 19 (na I piętrze). Wróciliśmy do Olsztyna w 1954, a w grudniu 1955 zamieszkaliśmy na ulicy Jagiellończyka pod numerem 27 na I piętrze.
A tu nagle taka niespodziewana wiadomość od niemieckiego barczewianina, właściwie polsko-niemieckiego, gdyż Lipscher opuścił Warmię i Polskę w 1957 r. Radca ambasady niemieckiej szuka kontaktu z polskim krajanem-poetą. Na początku trochę musiałem udawać, że coś mnie wiąże z tym więziennym miasteczkiem, które moim zdaniem powinno być bardziej dumne z cudownego pomnika nagrobnego z marmuru z końca XVI wieku Batorych, niż z ponurego więzienia, w którym siedział gauleiter Koch, a także olimpijczyk-zdrajca Pawłowski, słynni przeciwnicy pezetpeerowskiej władzy, jak Michnik czy Frasyniuk. Ale rzeczywiście: w Wartemborku (to pierwsza, spolszczona nazwa miasta Wartenburg) urodził się nie byle kto, bo sam Feliks Nowowiejski, prawdziwie wielki kompozytor polski z I połowy XX stulecia, którego opery wystawiano w Nowym Jorku! Dla współczesnych olsztynian Barczewo (nazwa pochodzi od nazwiska zasłużonego dla tutejszej polskości księdza i regionalistę Walentego Barczewskiego, tuż po wojnie proponowano Nowowiejsk!) przez lata było miasteczkiem smacznych lodów lizanych w cieniu ponurego więzienia.
Zauważyłem, że tematyka regionalna – jako miejsce spotkań kultur, dziejów, ludzkich losów – ponownie ożywa jako inspiracja (wcale nie z powodów tendencyjnych tym razem) i zachęta do poszukiwania tożsamości prywatnej i narodowościowej. Mówi się, ze jest to tzw. Europa dużych i małych ojczyzn. Ja kilka lat temu po lekturze Miłosza „Rodzinnej Europy” uświadomiłem sobie głębsze znaczenie naszego bałtyckiego regionu, ponieważ zawsze bolałem nad polską, wielowiekową awersją do morza (Bałtyku). Trzeba było się trzymać zębami i pazurami Pomorza i Śląska!
Winfried Lipscher zdecydował, że będzie tłumaczył moje wiersze, że ponownie nawiąże kontakty z samym Karlem Dedeciusem (u którego kiedyś jako tłumacz pracował), żeby je w Niemczech opublikować. Przeszliśmy na ty i długo rozmawialiśmy o Barczewie, latach powojennych, religii i polityce. Oto co zapamiętałem: 20 I 1945 roku cała jego rodzina opuściła w pośpiechu kolejowym transportem Wartenburg, gdzie jego ojciec pracował jako urzędnik w spółdzielni chłopskiej. Pociąg z uciekinierami nie mógł się przebić na zachód i dotarł na krańce Warmii (Ermland) do Braniewa. Stamtąd cywilna ludność z Prus Wschodnich uciekała przed Armią Czerwoną całymi rodzinami na furmankach i pieszo przez zamarznięty Zalew Wiślany. Dużo osób potonęło. Winfried sam widział, jak zatonęła furmanka z końmi tuż przed ich zaprzęgiem, ale na szczęście i rodzina, i żołnierze ( bo ci też uciekali) w porę zeskoczyli. Z Krynicy Morskiej dotarli do Gdańska, a stamtąd pod Słupsk. Ojca w Braniewie zabrali do Volkssturmu, w Königsbergu dostał się do niewoli radzieckiej, ale został zwolniony, kiedy udowodnił, że nie był członkiem hitlerowskiej NSDAP. Wrócił do Wartenburga/Barczewa latem 1945 i w zdewastowanym domu znalazł list od żony spod Słupska, co spowodowało, że cała rodzina odnalazła się i wróciła do miasteczka. Katoliccy Lipscherowie należeli do niemieckich kolonistów na Warmii, nie znali w ogóle polskiego. W powojennym chaosie nie wiedzieli czy Prusy Wschodnie z Warmią zostaną dalej niemieckie, czy przekazane zostaną Polsce czy ZSRR. Musieli zostać, ponieważ nie mieli żadnych dokumentów, a katolickich Warmiaków nowe polskie władze zaczęły traktować jako zniemczonych Polaków. Rodzice początkowo wzbraniali się przed podpisaniem polskiego obywatelstwa, ale w końcu zmuszono ich do tego ( ojciec siedział za odmowę 10 dni w areszcie w ratuszu).
Winfried poszedł do polskiej szkoły, uczył się dobrze, został ministrantem (jego wujek Hugo był kościelnym przy parafii św. Anny), uczęszczał na zajęcia parafialne. Ksiądz był ten sam niemiecki, kaleczył polski, dopiero później pojawił się polski z Wilna. Do szkoły średniej do matury (której jednak nie mógł zdobyć nie tyle z powodów narodowościowych, ile katolickich: jawnie deklarował swoją katolickość) codziennie dojeżdżał pociągiem albo autobusem do Olsztyna. Pracował w Barczewie jako kasjer w urzędzie miejskim. Wreszcie rodzina dostała pozwolenie na wyjazd do Niemiec w 1957 roku, kiedy zelżał reżim komunistyczny. Tam ukończył teologię na uniwersytecie w Münster, zajął się tłumaczeniem z języka polskiego, współpracował z polską prasą, nawiązał kontakt z tłumaczem Karlem Dedeciusem, a od 1971 (z przerwami) zaczął pracę jako tłumacz (teraz jest radcą) w Ambasadzie RFN w Polsce. Od lat angażuje się czynnie w polityczny i religijny proces pojednania polsko-niemieckiego. Ma w swoim dorobku liczne tłumaczenia literackie, ale i zasługi dyplomatyczne. Opowiadał też o tym, jak to po przyjściu polskiej władzy rządowej nieliczni Warmiacy i Mazurzy, którzy opowiedzieli się szybko po stronie komunistów, nawet jeśli byli analfabetami, stali się okrutni i małoduszni w stosunku do pozostałej ludności autochtonicznej (nie tylko tej „niemieckiej”). Do Barczewa prawie nie jeździł, bo zawsze ciągnął się za nim „ogon”.

20 X 1989, piątek
Dzisiaj w południe pojechałem do Barczewa, żeby natchnąć się atmosferą „odnalezionego” miasteczka Nowowiejskiego, Lipschera i… Brakonieckiego. Nieduże i zaniedbane domy, pokaleczone tynki, a kościoły (te dwa zabytkowe) piękne. W gotyckim p.w. św. Anny malowanie ścian i sklepień. Rozmawiałem z proboszczem i z parafianką, mówili z akcentem niemieckim, a do siebie po niemiecku. Czyżby to dawna autochtonka wspierająca remont? Spytałem się, czy na remont świątyni łożą byli parafianie mieszkający w Niemczech. Wyniosły ksiądz proboszcz zaprzeczył („Ależ skąd!”), ale to nieprawda, bo fundusze są i stamtąd. Chyba podejrzanie wyglądałem i mnie zbył. To przecież dobrze mieć taką współpracującą ze sobą wspólnotę parafian ponad podzielonymi państwami. Rozchmurzyło się mgły zrzedły, kiedy stanąłem na dziedzińcu zamkniętym skromną bryłą kościoła św. Andrzeja niedaleko więzienia, popisującego się solidnym murem. Za nim ujrzałem sylwetę innego kościoła (jakby „wychudzonego”) wchłoniętego przez teren więzienia. We wnętrzu św. Andrzeja kryją się cuda: barokowe, drewniane ołtarze, obrazy oraz niesamowicie imponujący późnorenesansowy pomnik nagrobny braci Batorych. Jedynie ten zabytek figuruje w podręcznikach sztuki omawiających epokę renesansu w naszym regionie. Tuż obok zamknięty i otoczony murkiem ceglany kościół, kiedyś ewangelicki. Wróciłem na moją ulicę Mickiewicza, przeszedłem się pod balkonem kamieniczki nr 19, w której się urodziłem. Domu rodzinnego Nowowiejskiego nie ma, ten, w którym jest muzeum jego imienia, to kolejny nadbudowany nad nieistniejącym parterowym. Wysoko piętrzy się zniszczony cmentarz, a z drugiej strony – szpital zakaźny, w którym Ko-Hanka jako dziewczynka leczyła żółtaczkę. Mama przedszkolanka była piękną, młodą kobietą – rudowłosa, biała cera, postawna, podobała się mężczyznom. Dlaczego wybrała Janka? Spotkali się w pociągu w 1949 roku na trasie Szczytno-Olsztyn. Podobno zaimponował jej wojskową postawą, bohaterstwem (stracił oko jako partyzant AK). Dlatego spodobał się i jej ojcu, odważnemu żołnierzowi z okresu wojny z bolszewikami. Mijam jeszcze schronisko młodzieżowe, dom opieki…No i niemało pijaków.
Urodziłem się 12 grudnia nad ranem. Poród przyjęła, a nie był łatwy, Warmiaczka Orłowska. Byłem cały siny i się nie ruszałem. Orłowska trzepnęła mnie w tyłek, a ja siknąłem: -,,Weno wej siurek” – wykrzyknęła! Ta sama położna przyjęła Winfrieda na świat jako Frau Orlovsky w 1938. Na parterze naszego domu (mieszkanie było służbowe) mieszkała druga położna (akuszerka) Hanowska, ale jej akurat nie było, dlatego ojciec pobiegł w kierunku kościoła św. Andrzeja po Orłowską. Ochrzczeni zostaliśmy obaj w gotyckiej św. Annie, w której Winfried był następnie ministrantem – może i podczas moich chrzcin w Boże Narodzenie (?).
Waham się, chociaż pragnąłbym wierzyć i postępować tak, jak ustalił to pastor-męczennik.

21 X 1989, sobota
List od Winfrieda Lipschera z 17 X:

Drogi Panie,
W tej chwili wszyscy jesteśmy bardzo obciążeni uchodźcami z NRD oraz przygotowaniami do wizyty kanclerza Kohla w dniach 9-14 listopada. Potem się trochę odetchnie.
Nazwiska obecnego proboszcza w Barczewie nie znam, bowiem nie utrzymuję kontaktu. W roku 1952, kiedy Pan się urodził, proboszczem i dziekanem w Barczewie był ks. Maxymilan Tarnowski, Niemiec, który był tam od roku 1936 i mnie też chrzcił. Jak po wojnie nastała Polska, to on nie znał języka polskiego. Uczył się, ale niezbyt dobrze mu to wychodziło. Usunięty został siłą w roku 1954 lub 1955, najpierw do Lamkowa, potem do Ornety, gdzie zmarł w grudniu 1981 roku, mając 99 lat. Dopiero po jego odejściu przyszedł polski ksiądz Władysław Dadas, a kilka lat po nim ks. Henryk Tołwiński, obaj z Wilna.
Ja chodziłem do szkoły powszechnej w Barczewie do roku 1953. Następnie jako pracownik prezydium rady narodowej uczęszczałem w Olsztynie do liceum korespondencyjnego, skąd mnie usunięto w roku 1955. Wyjechałem do Niemiec bez matury mając 19 lat w roku 1957. Do żadnej mniejszości polskiej na Warmii nie należeliśmy, o Polskę nie walczyliśmy, byliśmy Niemcami. Jeżeli obecnie często się pisze i mówi, że działa się krzywda Mazurom, Warmiakom, autochtonom, to nasza rodzina do tego kręgu nie należała. My po prostu byliśmy Niemcami jak zresztą większość tamtej ludności, bowiem przecież w roku 1920 podczas plebiscytu ok. 96% ludności głosowało za Niemcami. Tak to było.
Ogromnie się cieszę, że Pana poznałem. Dwóch „Barczewianinów” z dwóch odrębnych światów, ale potrafiących się bardzo szybko dogadać. A to jest ważne. Liczą się wymiary ludzkiego serca, a nie obywatelstwo, narodowość lub ustrój.

Lipscher urodził się w kamieniczce stojącej przy obecnej ulicy Wojska Polskiego 5 (mieszkanie służbowe, ojciec pracował jako wicedyrektor w młynie). Po wojnie mieszkali w domku dziadków koło cmentarza (nie zachował się).

Kazimierz Brakoniecki

Fot. Jacek Sztorc

]]>